Co słychać w Duszpasterstwie ?

 

Ojciec Jakub Kołacz, tegoroczny rekolekcjonista, mówi o tym, dlaczego został jezuitą...
05 września, 2010

Myślę, że jeśli jakiś mężczyzna po wielu latach swego małżeństwa, aby czuć się w nim dobrze i widzieć jego sens, musi odwołać się do przeszłości, zapomnieć o zmarszczkach swej małżonki, na które dziś patrzy, i przypomnieć sobie tamtą piękną, młodą dziewczynę sprzed lat - jeśli tak się dzieje, to jest zły znak. Nie chcę powiedzieć, że nie doceniam wagi wspomnień, ale jestem przekonany, że dzień dzisiejszy niesie tyle bogactwa, że ktokolwiek z nas potrafi go dostrzec i docenić, to nie musi już rozpamiętywać wspaniałych historii (a już nie daj, Boże, na nich poprzestawać). Wyobrażam sobie, że podobnie jest z odpowiedzią na pytanie o to, dlaczego zostałem zakonnikiem. Gdybym opowiadał tylko o mojej gorliwości sprzed lat, o fascynacji, jaka popchnęła mnie do podjęcia tej decyzji, gdybym nie miał nic do powiedzenia o tym, czym żyję dzisiaj, byłby to zły znak. Oznaczałoby to, że początek, owszem, był dobry, Boży, że inspiracja była piękna, ale że coś zgubiło mi się po drodze. A szczerze muszę powiedzieć, że tak nie jest. Ale po kolei.
Po bez mała siedemnastu latach życia w Towarzystwie Jezusowym muszę przyznać, że przestałem się zastanawiać, dlaczego tu przyszedłem. Tym bardziej że nie do końca potrafię wskazać konkretne przyczyny tej decyzji. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć jedynie, iż mocno wierzę, że sam pomysł zrobienia ze mnie jezuity był pomysłem Bożym, choć Bóg posłużył się także ludźmi. W pewnym momencie życia spotkałem dwóch jezuitów. Spotkanie było zbyt krótkie i za mało intensywne, aby powiedzieć, że byli oni "lepsi" od innych duchownych, ale na pewno byli "inni" i sam ten przykład obudził we mnie pragnienie, aby być zakonnikiem. Rzecz niezwykła, chcąc tego, wcale nie wiedziałem, na czym polega życie zakonne ani czym się różni od stylu życia księży diecezjalnych; nie do końca zdawałem sobie sprawę także z różnic duchowości poszczególnych zakonów. Ponieważ jednak moje życie tak się ułożyło, że często musiałem radzić sobie sam, tak i w tym przypadku na własną rękę postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej o jezuitach. Zacząłem więc szukać informacji o zakonie i zacząłem dużo się modlić w tej intencji. Założyłem też, że pierwszym sprawdzianem autentyczności tego poruszenia będzie czas - jeśli ten będzie mijał, a mnie nie będzie "przechodzić", to potraktuję to jako poważny znak. I rzeczywiście, tak wytrwałem przez dwa lata do czasu zdania matury. Potem wszystko potoczyło się prosto: zgłosiłem się. Następnie zgodnie z tradycją i prawem zakonu zostałem "przeegzaminowany" przez kilku jezuitów, po dwóch tygodniach musiałem pojawić się po raz drugi, czekała mnie jeszcze jedna rozmowa i - zostałem przyjęty. Co ciekawe, do wszystkich tych rozmów podchodziłem spokojnie, bo myślałem, że to zwykła formalność. Wprawdzie podczas samych rozmów czasami traciłem pewność siebie, ale myślałem, że to zwykła gra, a jezuici moim kosztem dobrze się bawią. Dopiero gdy później dowiedziałem się, ilu zgłaszających się do zakonu zostało odrzuconych, zdenerwowałem się poważnie - ale było już po wszystkim. Kiedy patrzę na tamten czas, to widzę, że poza niezwykłym pragnieniem nie mogę wskazać na nic, co nadzwyczajnie pomogłoby mi w podjęciu decyzji o wstąpieniu do zakonu. Tym bardziej że nie jestem wcale "wymodlonym" dzieckiem, wywodzącym się z bez mała świętej rodziny. Wystarczy powiedzieć, że nie znam swojego ojca, a większość rodziny zrobiła, co mogła, aby mi pomysł zostania jezuitą wybić z głowy. Tyle wspomnień.
Życie jezuickie, jeśli spojrzeć na nie z perspektywy kilkunastu lat, jest bardzo urozmaicone, a jeśli spojrzeć na jeden zwykły dzień - dość monotonne. Urozmaicone, bo formacja od kandydatury, poprzedzającej nowicjat, aż do święceń, które wcale nie kończą okresu studiów, obejmuje kilkanaście lat. W tym czasie człowiek przenosi się z domu do domu, ma okazję skupić się na swoim wychowaniu duchowym i intelektualnym, ma okazję popracować solidnie, krótko mówiąc, jak precyzuje się to w żargonie jezuickim: ma możliwość przejść przez wiele "prób". Warto jednak wiedzieć, że "próbując" się, nie chodzi o poddawanie niczego w wątpliwość ani o ocenianie siebie. Zgodnie ze stylem jezuickiej formacji każdy, kto raz został zaakceptowany przez zakon, konsekwentnie jest traktowany jako dobry materiał na jezuitę. Wszystko więc, co każdy zalicza po drodze, ma go umocnić w powołaniu i ukształtować w nim "fachowca". W dodatku najlepiej takiego, który radziłby sobie w różnych sytuacjach i nie bał się wszystkiego, gdzie w grę wchodzą sprawy Boże, które w tak przedziwny sposób łączą się ze sprawami ludzkimi. To właśnie te wszystkie "próby" stanowią ogromne urozmaicenie jezuickiego życia.
A codzienność? Jest monotonna, ale w niej sprawdza się to wszystko, czego człowiek się nauczy. A odwołując się do porównania, które umieściłem na początku, muszę powiedzieć, że piękne są te "zmarszczki codzienności", przynajmniej jak na mój gust. Codziennie rano trzeba wstać i zabrać się do pracy, pamiętając przy tym, że pracuje się nie dla siebie, ale dla Boga. To niezwykle ważna sprawa, ponieważ pozwala utrzymać rozsądną hierarchię wartości i pamiętać o celu wszystkiego, co się robi. To pomaga być nieustępliwym i wytrwałym, gdy chodzi o chwałę Bożą, ale pokornym i wyzbytym "zażartości", jak chodzi o własny sukces. Codzienne życie w Towarzystwie Jezusowym to służba Bogu - i wszystko trzeba zrobić, aby prawda ta nie stała się wyłącznie teorią. W Ćwiczeniach duchownych, które są jednym z fundamentów jezuickiej duchowości, św. Ignacy zapisał wskazówki do dwóch medytacji: o wezwaniu kierowanym do wszystkich przez Chrystusa Króla oraz o dwóch sztandarach, pod którymi gromadzą się siły dobra i zła. Są to jedne z kluczowych tekstów określających jezuicką postawę i styl życia. "Ten, co chciałby pójść za mną - czytamy w jednej z nich słowa włożone w usta Jezusa - powinien zadowolić się tym samym pożywieniem, co ja [...]. Podobnie winien tak samo jak ja pracować za dnia, a czuwać po nocy itd., aby wreszcie stał się uczestnikiem mego zwycięstwa, jak był uczestnikiem moich trudów" (ĆD 93). Kluczowym słowem, opisującym postawę jezuicką jest więc "trudzić się", co oznacza, że trzeba z siebie dać wszystko, co ma się dobrego - czasami wbrew sobie, niezgodnie z własnym pomysłem na życie, przeciwnie do osobistych ambicji i oczekiwań, ale być w tym konsekwentnym. To sprawia, że tak po ludzku można czuć się samotnym, może nawet niezrozumianym, zmęczonym, ale jeśli przypomnieć sobie, że to wszystko wpisuje się w trud bycia z Chrystusem, i jeśli do tego dojdzie świadomość, że obok mnie na całym świecie podobnie trudzi się wiele tysięcy jezuitów - to wszystko sprawia, że będąc w zakonie, czuje się niebywałą siłę, aby przeżyć kolejny dzień na służbie zmartwychwstałego Pana, który trud zamienia w radość. Zatem krótko mówiąc, ponieważ codziennie czuję tę siłę, dlatego jestem jezuitą.
Kiedyś prosiłem Boga, aby mnie przyjął na służbę - dziś dziękuję Mu za to, co mam, ale też i proszę, abym na służbie tej zakończył swe życie.
Artykuł opublikowany został w Życiu Duchowym nr 44/2005, cyt. za: http://www.jezuici.pl/powpme/index.php?dzial=jakub_kolacz

powrót


Zobacz pozostałe artykuły:

POZDROWIENIA Z WAKACJI 20 sierpnia, 2010
więcej

Coroczna starowiejska wyprawa - OPIS SPOTKANIA
05 maja, 2010
więcej

Czy nagła? Czy niespodziewana? (refleksja o śmierci) 16 kwietnia, 2010
więcej

Bo tam, gdzie jest Pan, tam już jesteśmy w raju - POREKOLEKCYJNA REFLEKSJA 21 marca, 2010
więcej

Ojciec Jakub Kołacz, tegoroczny rekolekcjonista, mówi o tym, dlaczego został jezuitą... 02 marca, 2010
więcej

Traktat Człowieka o Człowieku - refleksje aktorów po spektaklu 02 marca, 2010
więcej

List od Boga - oparty jest na słowie Bożym. WARTY ROZWAŻENIA 17 lutego, 2010
więcej

PREMIERA SPEKTAKLU - "Krótki traktat Człowieka o Człowieku" - ku pamięci Jana Pawła II - 16 lutego godz.19.00 10 lutego, 2010
więcej

Prostota, radość, gościnność - 32. Europejskie Spotkanie Młodych - ŚWIADECTWA 05 stycznia, 2010
więcej

Pielgrzymka zaufania przez ziemię w Poznaniu - RELACJA 05 stycznia, 2010
więcej

SEMINARIUM ODNOWY WIARY - opis tego co się działo przez 8 tygodni... 04 stycznia, 2010
więcej

ŚWIADECTWA UCZESTNIKÓW SEMINARIUM ODNOWY WIARY - warto przeczytać!!! 04 stycznia, 2010
więcej

„Jak się spalać, by się nie wypalić” - WARSZTATY O WYPALENIU 03 grudnia, 2009
więcej

Listopad 1918 czyli rzecz o mądrości 11 listopada, 2009
więcej

NIE MA BEZTALENCI... refleksja o tegorocznym temacie! 18 pazdziernika, 2009
więcej

CHRZEŚCIJANIN, A NIE KRETYN... - zaproszenie do lektury książki Messoriego pt. "Dlaczego wierzę". 24 września, 2009
więcej

WOLONTARIAT - nawet nie wiesz, że chcesz być wolontariuszem! 19 września, 2009
więcej

ŚWIATOWY DZIEŃ ŚRODKÓW SPOŁECZNEGO PRZEKAZU - MASS MEDIA 18 września, 2009
więcej

Kilka fotografii z wyprawy w Pieniny i Gorce - lipiec 2009 20 lipca, 2009
więcej

RECENZJA KSIAZKI
Lena Maria Klingvall „Notatki stopą pisane” 07 listopada, 2007
więcej


- 5 Wrzesień -- imieniny obchodzi: Dorota, Wawrzyniec, Teodor -
  
| strona główna | kontakt |

Copyright C 2001-2009 Duszpasterstwo Akademickie STRYCH
wszelkie prawa zastrzeżone