Co dzieje się w innych miejscach ?

 

Love Story zaczyna się na poziomie serca… - WYWIAD Z CZŁONKAMI ZESPOŁU
05 września, 2010

W sobotę 12 grudnia 2009 roku w sali widowiskowej odbył się koncert niespodzianka. Love Story, bo taka jest nazwa zespołu, przyjechał do nas z Raciborza, choć tak naprawdę ludzie w nim grający pochodzą z różnych części Polski. Koncert nie był zarezerwowany tylko dla nas strychowiczów, zaproszenie płynęło z ambony już kilka tygodni wcześniej, wisiały także plakaty z przykuwającym wzrok i serce zaproszeniem:
Uwaga być może patrzysz teraz na ten plakat i zwyczajnie oceniasz jego jakość graficzną. Być może uśmiechasz się, bo cieszy cię, że walentynki są dopiero w lutym. Być może myślisz o tym, że love story brzmi trochę kiczowato i wstyd ci, za tę nazwę oraz tych, którzy jej używają. Być może przypomniała ci się teraz seria amerykańskich filmów. Być może idziesz teraz do swojej dziewczyny. Być może nie masz na razie chłopaka. Być może pomyślałeś o tym, że twoja żona czeka na ciebie z obiadem, a ty stoisz i czytasz sobie w najlepsze. Być może stoisz obok niego i wspominasz teraz waszą pierwszą randkę. Być może zrobiło ci się ciepło na sercu. Być może przypomniało ci się, że twoje dzieci czekają w samochodzie. Obojętne co teraz o tym wszystkim myślisz, jest ktoś, kto przez te kilka sekund powiedział ci milion razy kocham.
Grali o czystości, o Czystej Miłości. Siódemka młodych ludzi mających od 18 do 22 lat, a biła od nich autentyczność i naturalność tak wielka, że człowiek słuchał z zapartym tchem, tego, o czym chcą nam powiedzieć swoją muzyką. Dlatego nam nie wystarczył koncert i zaprosiliśmy wykonawców na pogawędkę, by zapytać dlaczego i właściwie po co chcą śpiewać o czystości, temacie, który dziś nie sprzedaje się dobrze, bo za dużo kosztuje, ale bynajmniej nie pieniędzy! Poczytajcie, koniecznie pamiętając, że Love Story zaczyna się na poziomie serca.

Dlaczego o Miłości?

Magda: Bo tylko to jest w życiu ważne na dobrą sprawę, bo Jezus jest Miłością.

Kiedy na mnie patrzysz
już nie widzę wielkich miast
widzę tylko Ciebie i twój Blask
nie potrafię odejść w tym duecie
pragnę trwać Twoja Czysta Miłość

A kiedy Ciebie, Magdo, trzasnął piorun?

Magda: Mnie trzasnęło (…) kiedy przyszedł taki moment w moim życiu, gdy Pan poprosił, żebym tak od siebie chciała do niego coś powiedzieć, nie tylko przez mamę czy tatę. Mnie czystość była zawsze bliska, choć nie byłam asem w tej kwestii, ale Pan Jezus przyszedł z uzdrowieniem i dzięki temu powstało Love Story na Strefie Chwały w Gródku nad Dunajcem (rekolekcje dla muzyków chrześcijańskich).

Nie wiedziałam
nie wierzyłam
że jesteś blisko mnie,
nie wiedziałam
nie wierzyłam,
że kochasz mnie tak mocno
a ty przebaczyłeś mi a Ty dajesz wolność.

To był przełom w moim życiu, bo sama zaczęłam odkrywać te tematy, wcześniej myślałam, że śpiewanie o czystości to takie proste, bo o tym, że się czeka na tego jedynego i ble ble ble, ale przyszedł taki moment, że te teksty zaczęły dojrzewać razem z nami i to jak śpiewamy i o czym śpiewamy, to jest kwestia naprawdę wielu przejść – jesteśmy zespołem po przejściach (śmiech).

Jak sobie poradziliście z kwestią tematyki? Bo dziś przecież czystość to obciach.

Magda: Myjemy się (śmiech)
Asia: Ja studiuję w Raciborzu resocjalizację na 3. roku. Moja grupa ćwiczeniowa liczy 30 osób, spośród których tylko ja i mój kolega nie mieliśmy żadnych kontaktów seksualnych. (…) Osobiście nie wstydzę się mówić, że żyję w czystości, że mam taki zespół, choć ludzie u mnie na roku różnie reagują. Wszyscy przyzwyczaili się, że Asia to taka cnotka, kiedy poruszamy różne tematy np. aborcji, ja zawsze pytam: a co sądzicie o czystości?, na co oni: Oj Asia jak zwykle to samo.
Ale zauważam, że dziewczyny w mojej grupie nie są szczęśliwe, jedna koleżanka powiedziała mi kiedyś: wiesz Asia, ja śpię z moim chłopakiem, ale nie jestem szczęśliwa, bo odkąd zaczęłam z nim spać on przestał mnie szanować. Myślę, że żyjąc w nieczystości, mając nieczyste myśli, zamiary, człowiek tak naprawdę nie jest do końca szczęśliwy.

Widziałam dziewczynę stała i płakała,
w ręku trzymała taniego papierosa
słyszałam jej kłamstwa i przekleństwa ludzi
‘to ta mała szmata sprzedaje się wieczorem’
widziałam dziewczynę, krótka bluzka mini
mówiła, że musi inaczej dziś nie można,
wzrok pieszych ją hańbił,
przecież bez przesady
nie trzeba od razu lądować na ulicy…
Talitha kum, mówię Ci dziewczynko wstań,
ona nie umarła lecz śpi, jeszcze życie wyjdzie Ci

Ja jestem bardzo wrażliwa i każdy grzech, który popełniam sprawia, ze czuję się jak szmata. Gdy byłam sama miałam rożne problemy z czystością, odkąd mam chłopaka, pojawiają się też inne problemy z tym związane, ale myślę że możemy się uczyć nawzajem i jedno musze powiedzieć, że od kobiety bardzo wiele zależy! (…) Dla mnie najważniejsze jest bezpieczeństwo, ja potrzebuje czuć, że mój chłopak się mną opiekuje, ale zawsze trzeba pamiętać, że to Bóg jest najważniejszy, On zawsze jest nad nami i tak naprawdę to On się mną opiekuje i posłał mi właśnie takiego chłopaka.
gdy dwoje ludzi się spotyka potrzeba Ciebie
Ty dajesz nam prawdziwe więzi takie jak w niebie,
wiernie znajdujesz nasze dusze
pokornie czuwasz i dobrze wiesz że Miłość wierna prosta czysta
Ona jedyna ma sens

Jak powstał zespół Love Story?

Magda: Jest to zespół ludzi, których spotyka i zbiera Bóg(…) My sobie sami nie zdajemy sprawy, jak ważne jest to, co robimy. Myślę jednak, że jest to coś takiego, co każdy z nas nosi w swoim sercu bardzo głęboko i o to tak naprawdę w życiu chodzi, żeby żyć naprawdę czysto! (…) No bo co, czy któraś z nas nie chce mieć mężczyzny, który wcześniej nie miał żadnej kobiety? Czy facet nie chce mieć za żonę dziewicy? Przecież każdy tego chce!

czekam wciąż na ten dzień kiedy spotkamy się
teraz już modle się abyś rozpoznał mnie
wiem, że ty jesteś gdzieś.
U mych stóp cały świat ale ja nie chcę tak,
pragnę wciąż czysto żyć
abyś mógł ze mną być wiem ze ty jesteś gdzieś

Rafał: Ten zespół nie powstał jeszcze do końca, tak naprawdę powstaje cały czas. (…) Wiecie, to że mieliśmy już naprawdę rożne kombinacje składowe, rożne personalia przeszły przez nasz zespół i w sytuacji kiedy w październiku myślałem, że to jest to, że już mamy tak fajnie materiał zrobiony, to mieliśmy mały epizod, że nam się trochę składu wykruszyło, ja się załamałem, nie wiedziałem jak to się dalej potoczy ale przyszło coś nowego, świeżego (Szymon, perkusista, śmiech).
(…) Myślę, że Pan Bóg ma szersze spojrzenie na to wszystko. (…) Nie wiem jak długo będziemy grali w takim składzie, czy będziemy jeszcze grali za miesiąc czy pół roku, ale wiem, ze etap budowania Love Story nie jest jeszcze zakończony.

A jak wygląda funkcjonowanie zespołu od strony finansowej?

Magda: Nie no, przecież temat grania o czystości to jest bardzo komercyjny temat, wszyscy na to idą, mamy już masę kontraktów (śmiech). A tak naprawdę, to ja czegoś takiego doświadczałam, jako leader tego zespołu, takiej obawy, czy nam się zwróci za paliwo, za przejazd, czy uzbieramy coś na płytę i bardzo się tym wszystkim zamartwiałam, aż do momentu, gdy Pan Bóg dał mi takie słowo: nie bierzcie dwóch sukien na drogę, ani pieniędzy i mogę wam powiedzieć, że Pan tak niesamowicie się troszczy o nas i teraz zawsze jak gramy to zwraca nam się za przejazd, i jeszcze coś zostaje, a być może szykuje się jeszcze coś takiego, ze oczy mi z orbit wychodzą, jak pomyśle jak Pan Bóg o nas się troszczy i generalnie On jest sprawcą wszystkiego i On ma tyle pieniędzy (śmiech) i to On uruchamia swoich ludzi. Pierwszym przesłaniem jest to, że jeżeli Pan Bóg chce tego grania to pieniądze się znajdą. On daje menadżerów, daje sponsorów, wystarczy tylko Jemu zaufać i oddać Mu serce.
Tak jak nam powiedział pewien kapłan, to nie tak, że Love Story to super big band, że grają zarąbistą muzykę, najważniejsze jest to, że Love Story zaczyna się na poziomie serca. Ja mogę być samą gitarą, a Szymon samą perkusją, ale jeśli to będzie wypływało z serca to będzie Jego, Boże!

Nie dotyk, nie gesty, nie ciała manifesty
Nie słowa ulotne i nie wszystko co pochopne
ja tak pragnę żyć,
w wolności w miłości stawiać na czystość!
Wierze w potęgę dziś obietnic Bożych rzeczywistość

Kto Wam załatwia miejsca gdzie jeździcie?

Rafał: Pan Bóg! Zdecydowanie…my się nie staramy o to, nie wiem, może Magda coś przede mną ukrywa, choć nie wydaje mi się, ale my nie wysyłamy jakichś zaproszeń czy się nie reklamujemy. Magda po prostu dzwoni i mówi, że gramy tu i tu.
Czyli informacje o Was przechodzą „z ręki do ręki”?

Tak, czasem jest tak, że gramy jeden koncert na pół roku, a czasem tak, że 20 w przeciągu 3 miesięcy, grunt żeby się nie zamykać i być tam, gdzie posyła nas Pan Bóg: Zapraszają nas do Psiny Dolnej więc jedziemy i gramy na maksa. Zapraszają nas do Warszawy to jedziemy i gramy na maksa.

A skąd czerpiecie inspirację do tekstów, słychać że z Pisma św, ale wydaje mi się też że z życia, nie boicie się poruszać takich tematów?

Magda: Był epizod z jednym festiwalem (chrześcijańskim nota bene), że zabronili nam śpiewać tekstu:
widziałam chłopaka stał przy dyskotece,
miał ręce w kieszeni a w nich prezerwatywy,
widziałam jak płakał,
nie wiedział jak z tym skończyć,
nie dotknął miłości, jego ojciec pije

Zdaję sobie sprawę, że nasze teksty mogą kogoś uderzyć(…) Te teksty powstają z Ducha św., z jego natchnienia i ja wierze, że jeśli piszemy takie, a nie inne słowa to On tego oczekuje byśmy to śpiewali. Pamiętam jeden koncert, który graliśmy w Raciborzu i po zaśpiewaniu Talitha kum cisza zapadła (…).

Asia: Ostatnio graliśmy w Raciborzu na rynku i przez chwilę był jakiś lęk przed znajomymi, że może pojawić się pewien wstyd. Myślę, że jest, przynajmniej u mnie, takie poczucie tego, że jest się innym.

Wiem serio wiem
ile trzeba w tym silnej woli,
lecz najpierw chce dobrze
serce swe nastroić.

Jaki był największy lub najdziwniejszy koncert, jaki graliście?

Magda: Raz graliśmy w pewnym miejscu, zaprosili nas na koncert, zapewnili, że wszystko będzie w porządku, a wyszło z tego spotkanie polityczne (śmiech). Raz w poprawczaku chłopakom podobało się Talitha kum:

Talitha kum, mówię ci chłopcze wstań,
wcale nie umarłeś lecz śpisz,
jeszcze życie wyjdzie ci.

Graliśmy też pewien koncert w Piekarach Śląskich, był tam zjazd młodzieży z całej diecezji i powiedziano nam, że mamy zagrać koncert, ale że to było coś w rodzaju biwaku, to nasz koncert stał się swego rodzaju przerywnikiem, my graliśmy a oni nieszczególnie zwracając na nas uwagę wcinali sobie kanapki...no cóż czystość jest smaczna.

Mówi się, że „po owocach się poznaje”, zatem jakie były wasze największe owoce.

Magda: Po jednym koncercie, napisała do mnie dziewczyna, że po naszym graniu ona nie ma w ogóle problemów z czystością:

w jednej chwili jednak coś się w nich złamało,
zrozumieli wreszcie w końcu że ich ciało,
ono jest świątynią Ducha świętego,
świątynią czystości, świątynią niewinności

I to był dla mnie ewidentny znak, że Pan Bóg działa mocno i bardzo uzdrawia na tych koncertach.

Szymon: mnie się wydaje, że idea jest taka, że nawet gdybyśmy grali po to, by pomóc choć jednej osobie, aby przesunęła się jej jakaś klapka w mózgu, to jest warto!

Asia: ja na koncertach nie gram cały czas, dlatego mam szanse obserwować słuchaczy i często dostrzegam jak ci ludzie patrzą na nas, jak słuchają np. jak mają łzy w oczach, wiadomo, że nigdy się nie wejdzie do wnętrza człowieka, ale widać to po ludziach!

Rafał: Myślę, że owoce najbardziej widzimy poprzez ludzi, którzy się z nami kontaktują po koncertach, czy też rozmawiają. Dzisiaj np. miałem taki przypadek, jedna osoba z mojej rodziny podeszła i powiedziała, że popłakała się dwukrotnie na koncercie.

Magda: Pan Bóg robi to dla mnie, żebym ja miała do Niego większy przystęp i serce bardziej otwarte

usiądź tu nie bój się ja wiem,
że jesteś z miłości

Czasem wychodzę z koncertu całkiem obolała, bo takie emocje mną targają, takie rzeczy się dzieją! Czasem mam ochotę już powiedzieć stop. Bóg zaskakuje a my mamy dopiero 18, 20 lat. To jest po prostu niesamowita łaska, łaska wiary!

Rafał: Chodzi też o te biblijne owoce, które są opisane w Piśmie św.: radość, miłość, pokój, opanowanie. Ja bardzo dużo z tych owoców mam po naszych koncertach, jeszcze nigdy szczerze mówiąc, nie zdarzyło mi się, żebym wyszedł jakiś zdołowany, a wychodząc z jakichś innych koncertów, często miałem takie wrażenie.

Szymon: mniej się to zdarza przy koncertach świeckich, przynajmniej ja jeszcze się z tym nie spotkałem, ale jeśli chce się zrobić coś typowo dla Boga, to zawsze pojawia się taka sytuacja, że w momencie kiedy już zaczynamy działać, to bardzo mocno zaczyna wtedy działać zły, zawsze coś albo nie jest na czas, albo czegoś brakuje, ale na końcu zawsze wychodzi.

Ja mam jedno pytanie, bardzo intymne: modlicie się?

Asia: Dużo daje nam to, że tyle ludzi modlą się za nas. Mamy taką ciocię, która codziennie modli się zawierzeniem za nasz zespół. Ja sama często się modlę za tych ludzi którzy będą, żeby Pan Bóg otworzył ich serca i nasze także, bo każdy koncert to jest nowe doświadczenie, po każdym koncercie coś nowego odkrywam.

Magda: Modlimy się razem też.

Rafał: Ważna jest modlitwa, codzienna modlitwa, regularna oczywiście oparta na Słowie Bożym, takie porównanie: kiedyś ksiądz w pewnej parafii stojąc na ambonie wziął do ręki Pismo św. podniósł je i zapytał wiernych: co to jest? w Kościele oczywiście cisza. Na co on odpowiedział: przedstawiam Wam, to Jezus Chrystus! Jeśli czytamy Pismo św., to idziemy za głosem Pana Boga. Gdybyśmy nie opierali swojego życia jak i grania Love Story na Słowie Bożym, to jestem pewien, że byśmy się dzisiaj tutaj nie spotkali.

Magda: Ważne jest to, jak się modlić w takim zespole, bo trzeba mieć na uwadze to, że jako zespół nie spotykamy się codziennie, nie mamy nawet czasu na cotygodniowe próby, a co dopiero na to, by regularnie się spotykać i wspólne modlić, chociaż staramy się to wszystko na jednym poziomie trzymać. Granie jest tak samo ważne jak modlitwa. Są takie 2 płaszczyzny, jedna to na pewno jest modlitwa osobista i każdy z nas zależnie od tego na jakim jest etapie, sam rozmawia z Panem Bogiem i rzeczywiście to Słowo Boże, sakramenty, Eucharystia i też kierownictwo duchowe, a druga rzecz to jest to, że nie ma próby, byśmy nie zaczęli od modlitwy. Ta modlitwa może trwać ile chce i przynajmniej ja mam takie odczucie, że to jest taka wolność, że teraz jest czas dla Pana Boga, by teraz On mówił.

Wasza recepta na bycie autentycznymi?

Magda: Być dzieckiem po prostu, stawać się dzieckiem, prosić o to Pana Boga cały czas, by czynił mnie swoim dzieckiem i bym ja to widziała, bo bardzo łatwo jest się przyłapać na tym, że śpiewa się dlatego, że przystojny chłopak siedzi w drugim rzędzie. To jest duża lekcja pokory. My tam żadne gwiazdy nie jesteśmy, dziś wygrywa prosta muzyka. Musimy pamiętać, o czym gramy, o czystości!

Ania: Ludzie sami weryfikują to, czy jesteśmy autentyczni czy też nie. Trzeba oddawać Panu Bogu to, co robimy. Jeżeli będziemy kogoś udawać to nic z tego nie będzie.

Magda: No i trzeba przede wszystkim samemu przyjmować się takimi jakimi jesteśmy, bo ktoś na pewnym etapie potrafi być autentycznym a ktoś inny nie, to jest całkiem normalne w zespole. Trzeba przejść przez okres spamu.

nie chcę korzystać ze środków zastępczych
nie chcę usypiać mojego serca
nie chcę by świat dyktował co robić
nie chce uwierzyć, ze to wszystko jedno.

Rafał: Wcześniej mówiliśmy, że to może jest dla nas ciężkie doświadczenie mimo to brzemię jest słodkie. Ja dzisiaj byłem bardzo szczęśliwy mogąc stać przed wami, powiedzieć kilka słów, ale przede wszystkim grać, i nie miałem jakichś tam oporów. Cieszę się że gram o czystości, jestem z tego wręcz dumny.

nawet gdy będzie bardzo ciężko
z Tobą nie trzeba niczego już się bać
możemy śmiało wkraczać w jutro (…)
dajesz nadzieje dajesz radość
nawet gdy płakać z życia mi się chce
bo Miłość wierna prosta Czysta ona jedyna ma sens.

Ania F.: Najpierw musimy odkryć siebie, kim jesteśmy i na jakim etapie swojego życia jesteśmy, jak bardzo możemy zaufać Bogu, jak idziemy za Jego słowem. Myślę, że to jest czasami trudne, nie zwracać uwagi na ludzi, odciąć się od tych którzy nagle patrzą, może jakoś dziwnie reagują i skupić na tym co jest tak naprawdę najważniejsze.

Asia: Każdy z nas ma jakieś kompleksy. Wszystkie doświadczenia są ważne, ale dziś jak byliśmy na scenie wszyscy razem, to czułam w Was, w nas, że wszyscy wiedzą o co chodzi. Wszyscy pragniemy czystości, wszyscy chcemy uwielbiać Boga:

moje ciało, to jest twierdza
a Duch święty mówi ‘nie’
kiedy chce ją komuś sprzedać
lub traktuje ją jak rzecz (…)
kiedy przyjdą trudne chwile
i pokusy najdą mnie moje ciało
moja twierdza z Tobą nie zachwieję się.

Czuję jedność i miłość do tych wszystkich ludzi. Nie ma jakiejś zazdrości, rywalizacji, choć wiem, że Ania Szymon i Rafał zajmują się profesjonalnie muzyką a ja skończyłam tylko I stopień szkoły muzycznej, ale się tego nie wstydzę, bo uwielbiam grać. Może w czym innym widzę moją przyszłość, ale teraz w ten sposób chcę wielbić Boga i cieszę się, że dał mi taką możliwość. Ja się staram grać i myśleć o tym, o czym gram w danym momencie i że gram dla Pana Boga, że dla niego to wszystko i dzięki temu ja się uświęcam.

Szymon: Przy każdej modlitwie staram się powierzać wszystko co wyjdzie na tym koncercie, także wszystkie kiksy, bo przecież wszystko idzie na Jego chwałę i każdy z nas się stara, czy jest zmęczony czy nie, czy wkurzony, czy jakiego by nie miał humoru, to stara się spełniać swoją funkcje jak najlepiej i może to jest też sedno naszego autentyzmu, że mamy świadomość, że czego byśmy źle nie zrobili, to nasze intencje idą bardziej tam (palec wskazujący na niebo) niż myślimy że ktoś się przyczepi do czegoś.

Ania: Studiuję wokalistkę jazzową i jest mi bardzo ciężko kiedy się spotykam z ludźmi z mojego środowiska na uczelni. To jest totalna masakra co ci ludzie reprezentują, bo może są super ekstra muzykami technicznymi, ale to co się dzieje na tzw. backstagu za sceną: tylko żeby sobie dać w żyłę, wciągnąć coś i żeby była świetna impreza, żeby się zachlać... takie jest życie! Oni żyją tylko tym, żeby zarobić kasę, wyrwać laskę, żeby faceta zaciągnąć do łóżka:

widziałam chłopaka siedział gdzieś przy bloku,
wzrok dziewczyn go nęcił,
wzrok siebie oszpecał,
to nie są miłości wołał do przechodniów,
nie żyję naprawdę, umieram powoli.

To jest totalnie zdemoralizowane życie i bywa naprawdę trudno i kiedy już dochodzi do jakiegoś koncertu to jest ogromny stres, bo jak coś zrobimy źle, jak coś nie wyjdzie, to od razu są spojrzenia, pojawia się totalne potępienie, a tutaj wiemy, że jak coś komuś nie pójdzie, to jest ten luz, mamy taka dowolność w graniu, bo wiemy, że nie nastawiamy się na profesjonalizm, chociaż chcemy grac dobrze! Jest lepiej, lżej na sercu, bo oddajemy to wszystko do Góry.

Ignacy: Ja tam nie wiem, czy zawsze jestem autentyczny. Gram jeszcze w innym zespole takim niechrześcijańskim i tam niby wszystko jest dobrze. Wiedzą, że gram w zespole Love story, ale raczej nie poruszam z nimi „tych” tematów typowo religijnych, może jeszcze nie jestem na tyle odważny a może nie mam na tyle siły przebicia, bo to nie jest proste, tym bardziej że, ja jestem między nimi sam jako wierzący.

Ania: Myślę, że każdy z nas znalazł się kiedyś na rozdrożu i myślał nad tym, czy przyznać się do Jezusa, stanąć na scenie i mówić „Jezus jest moim Panem”, ale albo idę i śpiewam czarne oczy no i z czarnych oczu mam pieniądze, a tutaj może ich nie ma, ale jest satysfakcja. To jest czasem trudna decyzja, bo ludzie wola łatwe pieniądze i łatwą muzykę, a to co tworzy Love story jest niekoniecznie proste, to wymaga siły i takiej dojrzałości w wierze.

Szymon: Bo to jest niestety tak, że w naszym kraju to graniczy z jakimś większym szczęściem, żeby wyżyć z muzyki chrześcijańskiej. Trzeba dokonywać wyborów i grać coś czego się nie lubi, ale patrząc na ludzi z którymi się gra w zespołach świeckich, mających na celu tylko zarobek, to rodzi się taka myśl, jak ci ludzie dużo tracą nie wierząc, czy też deklarują się jako wierzący, ale jest to tak naprawdę bardzo pusta wiara.

Ignacy: Widzę, że bardzo dużo muzyków w historii poszukiwało czegoś więcej, jakiegoś natchnienia do tworzenia muzyki. Dzisiaj też wielu szuka swojej grupy, gdzie mogliby się ostać.

Magda: Nie obracam się wśród muzyków, ale widzę, że jest w nich tęsknota, że są szalenie wrażliwymi ludźmi. Jest tak, że mamy jakieś wpadki, ale w tym jest coś takiego, że tego nie można odsłuchać tak po prostu jak czarne oczy, a z drugiej strony kiedy ktoś przychodzi na koncert i nie jest osobą wierzącą i ja o tym wiem, to nie ma dla mnie lepszego „komplementu”, czy też potwierdzenia tego co robię, niż przez to co mówi: wiesz…fajna muzyka. Miałam taka koleżankę, która była niewierząca, znała się na muzyce i lubiła słuchać dobrej muzyki, puściłam jej nasz jeden kawałek, na co ona Magda, fajna muzyka. Pomyślałam, super być może coś ją rusza! A z drugiej strony po naszym pierwszym koncercie, który miał miejsce 16 lutego 2007 roku, jeden mój przyjaciel strasznie się wkurzył na mnie, że w ogóle coś takiego śpiewam. Mówił wręcz, że to jest okropne. Są różne reakcje na to, co i o czym śpiewamy, nie tylko takie „dzięki za to co robicie”, myślę, że taka reakcja należy do 90% ludzi po koncertach a 10% reaguje „ nie no, co wy robicie?!” Najbardziej chłodzą mnie momenty jak ktoś wychodzi i mówi „e takie tam”.

Skład zespołu: Magdalena Frączek- klawisze, Joasia Frączek- skrzypce, Ania Humeniuk i Ania Grygiel – chórki, Ignacy Frączek – gitara elektryczna, Rafał Hajduga-gitara basowa, Szymon – instrumenty perkusyjne.

SPISAŁA: B.Ś.

powrót


Zobacz pozostałe tematy:

Love Story zaczyna się na poziomie serca… - WYWIAD Z CZŁONKAMI ZESPOŁU 09 stycznia, 2010
więcej

KORESPONDENCYJNY KURS BIBLIJNY 17 pazdziernika, 2009
więcej

Rusza pogotowie@deon.pl 13 pazdziernika, 2009
więcej

ARKA - Poradnia Specjalistyczna i Telefon Zaufania 19 września, 2009
więcej

KURSY PRZEDMAŁŻEŃSKIE - zobacz: www.cfr-arka.pl
19 września, 2009
więcej

„Brałeś? Nie jedź!” – antynarkotykowa kampania drogowa 26 czerwca, 2009
więcej


- 5 Wrzesień -- imieniny obchodzi: Dorota, Wawrzyniec, Teodor -
  
| strona główna | kontakt |

Copyright C 2001-2009 Duszpasterstwo Akademickie STRYCH
wszelkie prawa zastrzeżone